Na początku był chaos, czyli problemy początkującego e-marketingowca

Zawód ten zawsze borykał się z problemem udowodnienia swojej efektywności w firmie. Zawsze trzeba udowadniać i pokazywać owoce swojej pracy, wymyślać, tworzyć, inspirować się, przekonywać do słuszności inwestycji w kampanię. Od lat wczesnego kapitalizmu, co prawda zmienił się ekosystem, ale reguły gry są podobne. Nowe media to coś, co pociąga wielu, łatwość wystartowania, dzięki odpowiedniemu wykorzystaniu narzędzi i dostępnych możliwości powoduje, że e-commerce managerem możesz stać się w ciągu jednego dnia: domena + serwer, free soft e-sklepu, zaplecze social media, integracja z hurtownią dropshipping i…. pierwsze porażki. 🙂 Dlatego warto zrozumieć przyszłym e-marketerom i ich pracodawcom z czym wiąże się dzisiejsza praca w marketingu i jakie wyzwania przed tą e-dziedziną stoją. Przynajmniej na samym początku.

Marketingowiec to dziś tak naprawdę analityk, który musi odczytać i zinterpretować milion danych, które może zgromadzić dzięki milionom narzędzi. Dlatego oprócz ciągle oczekiwanej od marketingowca kreatywności liczą się jeszcze…

…narzędzia i ich odpowiednia umiejętność wykorzystania.

Pewnie czytaliście “30 narzędzi dla marketera”, “5 aplikacji bez których nie będziesz już mógł żyć”, “43 narzędzia, które zwiększą Twoją produktywność”. Szczerze, takie artykuły są fajne, aby zrobić przegląd tego co jest dostępne na rynku i tyle. Każdy wie, że można korzystać z newslettera, ale kluczowe pytanie brzmi jakiego dostawcę wybrać. I nie chodzi tutaj tylko o ‘dostarczalność’, ale integracje, model rozliczeń czy interface. Wiem, że to podstawowe pytania, ale nie sztuka otworzyć 5 darmowych kont e-mail marketing, mieć aktywne 3, a wysyłać z jednego, i to sporadycznie, a w dodatku nie na temat. Inna sprawa, to jakiś np. landing page – tutaj też jest mnogość rozwiązań, tak płatnych i darmowych. Social media, narzędzia SEO, widżety, wtyczki, zatyczki i inne wykałaczki…

Pytanie nie brzmi “co używać?”, ale “po co?” Newslettery? Super pomysł (mało odkrywczy, ale super!), tylko co chcesz wysyłać, jak często, komu? Landing page? Kapitalnie! Zbieraj kontakty, ale dlaczego ktoś ma Ci zostawić swoje dane? Marketing Automation? Bravo! Ale co chcesz zautomatyzować i czy wogóle masz coś do automatyzowania? Wszyscy mają kanał na YouTube – miej i Ty!, ale czy masz czas, środki i przede wszystkim wartościowy content, który mógłbyś zaprezentować w takiej właśnie formie?

Jeśli nie określisz swoich kluczowych potrzeb, zakopiesz się w tysiącu narzędzi, przeczytasz mnóstwo artykułów o narzędziach, ale w rezultacie zmarnujesz czas i poprzez rozproszenie się, nie będziesz efektywnie korzystać z żadnego.

Wytypuj obszary, które możesz zagospodarować od razu. Te które musisz i te, które możesz. Przetestuj narzędzia które mogą Ci w tym pomóc. W miarę zaawansowania działań, sukcesywnie powiększaj listę – o ile jest taka potrzeba, a nie moda!

Doświadczenie

W obecnym świecie polskiego e-marketingu istnieje lista nazwisk, które są TOP: pojawiają się na konferencjach, szkoleniach, kursach. Audytorium mieli je cały czas. Z jednej strony, nie ma co ukrywać, większość z nich ma coś naprawdę sensownego do powiedzenia, bo jeśli się uczyła, to na swoich błędach. Nie chcę ‘kołczować’, że i tym możesz być TOP3 konsultantów marketingu w polsce tylko wystarczy w siebie uwierzyć, ale aby móc pomóc klientom, wystawić im FV z konkretnymi kwotami, naprawdę trzeba zjeść na tym zęby.

Rozumiem, że można przeczytać 100 artykułów o budowie newsletter’a, ale to nie zrekompensuje 100 zbudowanych newsletterów. Filmików na YouTube o prowadzeniu kampanii na facebooku jest kilka/naście/dziesiąt godzin, ale i tak i tak, to jest tylko teoria. Praktyka, zwana fachowo case studies pokazuje kiedy, co i jak zadziałało, ale to i tak w pewnym sensie jednostkowy przypadek, który niekoniecznie będzie działać szablonowo.

W internecie, jest zbyt dużo pseudo agencji, gdzie teoretyk, kupując domenę, jednocześnie tworzy mega hiper super agencję marketingową, w której pracuje nagle armia ludzi, do wszystkiego, od zaraz, mało tego, że fachowcy i specjaliści z wieloletnim doświadczeniem (często nie przekroczywszy 23 lat życia…), to jeszcze pasjonaci. Moim skromnym zdaniem, za dużo marketingu w tym całym marketingu.

To nie wstyd czegoś nie umieć. Wstyd udawać, że coś się umie i kłamać klientom o swoim doświadczeniu. Dlatego, może lepiej zacząć z prowadzeniem fanpage za 50zł/m-c, określić precyzyjnie klientom zakres usług i możliwości, a stosunkowo z upływem czasu, wraz ze wzrostem doświadczenia zwiększać swoje stawki i usługi.

Praktyka i czas. Wiedza teoretyczna to solidny fundament, ale z budowlanki wiem (choć budowałem tylko z klocków LEGO), że fundament to tylko początek. Bez wodolejstwa warto pokazać klientowi, znacznie mniej niż te hiper agencji ze wsi Bdżdyny Kolonia, obsługujące Microsoft, IBM czy Shell, jednak naprawde mieć coś do powiedzenia. Serio, uczciwość dzisiaj w biznesie to pożądany towar.

Angielski

Kolejną rzeczą, o której wszyscy wiedzą, więc nie zawsze mówią jest język angielski. Wiem, że wielu go zna, więc też się nie pinguje zbytnio tego tematu, jednak nie wszyscy go znają, a z pewnością nie wszyscy posługują nim się odpowiednio sprawnie. Trochę wstyd i siara nie znać dziś angielskiego, dlatego wszyscy udają, że znają.

Co do angielskiego, to nie chodzi mi tutaj tylko o prospekty biznesowe i robienie pieniędzy tylko na Zachodzie (polski rynek też ma wiele do zaoferowania), ale największy rozwój technologii, wiedzy i badań jest robiony w języku angielskim. Wiele wartościowych blogów jest w wersji PL, ale to w angielskim jest zasadnicze clue.

Zdaje sobie sprawę, że ambicjonalnie, każdy chce, być od razu native speaker, ale uwierz, większość ludzi udaje, że zna angielski. Ty rób swoje, ucz się codziennie, małymi krokami, czytaj, staraj się coś mówić. Przyjdzie samo. Z czasem.

Czemu o tym mówię? Bo to oczywiste, ale chyba nie aż tak bardzo, aby w swojej checkliście zapisać ten punkt. Wiadomo, że jeśli zaniedbaliśmy naukę w szkole, to trzeba to nadrobić, i na to trzeba szerokiego horyzontu czasowego, ale jeśli chcemy robić internety i inne fejsbuki to EN jest must have każdego ninja – czy może bardziej po polsku: specjalisty… Na początku tego nie widać, ale z czasem naszego zaangażowania, kiedy musimy zacząć kopać głębiej, niestety polska wiedza marketingowa się kończy.

I’m beginner

To nie wstyd nie umieć, tylko się czegoś uczyć. Trzeba mieć w sobie tylko aż pokorę i uznać swoje ograniczenia. Wyzwaniem jest pokonanie swych ograniczeń. Teoria, jaką można nabyć w internecie (nie ważne czy PL czy EN), jest świetnym darmowym źródłem wiedzy, ale to nadal będzie teoria.

Dlatego mając małe doświadczenie (albo jego brak), warto założyć 2-3 fanpage i organicznie budować sieć fanów. Jeśli Twój fanpage dojdzie do 100 followersów i zatrzyma się na tym poziomie, to odpowiedź sobie na pytanie: co zrobię, jeśli pojawi się zlecenie zbudowania fanpage od zera (takie zlecenia cały czas się pojawiają!), a limit minimum to np. 1000 użytkowników. Znając możliwości zasięgów organicznych, czy będziesz umiał zbudować odpowiedni budżet reklamowy? A jeśli tak, to jakie reklamy? Czego? Jakie słowa?

Nie mówię o tym, że trzeba być specjalistą akrobatą od wszystkiego – litości! Ale trzeba wiedzieć jakie są podstawowe problemy i jakie są narzędzia, które trzeba wykorzystać. Praktyka. Dla przykładu: chyba każdy słyszał, że istnie pixel facebooka – ale niewielu wie co to jest i jak działa (popieram to empirycznymi rozmowami, nie badaniami;)).

Załóż instagrama i hasztaguj, zrób kilka ciekawych filmików na fb (np. ciekawych prezentacji). Zobacz jak to działa, jak się zachowuje. Poznaj panel admina 😉

Stwórz problem i spróbuj go rozwiązać. Każdy artykuł, który zawiera wiedzę, którą zastosujesz na swoim podwórku, oddalać Cię będzie od ‘beginnera’…

Ucząc się samemu, nie wolno zapominać o uczeniu się od innych. To tak jak z pisaniem książki. Aby napisać jedną książkę, trzeba przeczytać ich sto na dany temat. Podobnie z e-marketingiem. trzeba analizować, śledzić i zastanawiać się nad strategią profili i działań poszczególnych marek. Następnie wystarczy wyciągnąć odpowiednie wnioski.

Porażka to element sukcesu.

Nie chcę coach’ować. Jednak, ważne, aby mieć odpowiedni punkt odniesienia. Modne są biografie wielkich CEO, którzy zanim odnieśli swój sukces ponieśli całe pasmo porażek. Oni uczyli się na swych błędach. Tak samo jest w marketingu. Istnieje prawdopodobieństwo, że pierwsza kampania jaką zrealizujesz, przyniesie milion zysku, ale bądźmy szczerzy, czy kroki podejmowane podczas jej realizacji nie były intuicyjne? A jeśli tak, to jaka jest szansa na jej powtórzenie?

Każdy może włączyć promocję na facebooku i promować swoje posty, ale raczej wiąże się to z przepaleniem kasy. Wszyscy ‘klikają’ promuj post, ale mało kto używa np. Power Editor’a. I tu znów wracamy do punktu wyjścia: przeczytamy mnóstwo artykułów, tutoriali, ale praktyka czyni ekspertem 😉

To tak jak z tym moim blogiem. Pojawi się mnóstwo pod nim krytyki, częściowo konstruktywnej częściowo nie. Ale pod falą krzyku, jakie to bzdury wypisuje i nic nie wiem, będę miał dwie drogi: zamknę bloga albo będę pisał dalej. I zdaje sobie sprawę, że po tym wpisie na żadnej konferencji nie wystąpie, ale może po 250 wpisach, ktoś mnie zauważy, po 500 wpisach doceni moją pracę, a po 750 odezwie się…? Mrzonki trochę, wiem, ale ważne jest to, że każdy się czegoś uczy, a otaczający nas świat raczej delikatny nie jest i na to trzeba się przygotować.

Porażką nie można się zniechęcać, tylko uczyć się. Jeśli lubisz to, interesuje Cię to i chcesz to robić, to rób, ale pamiętaj o drodze do sukcesu (odpowiedniego skilla) okupionego ciężką pracą pełną trudności.

W marketingu istnieją pojęcia testów A/B/X. Używają tego terminu naprawdę wykwalifikowani fachowcy. Testują w ten sposób swoje kampanie/newslletery. Więc to nie jest tak, że w pewnym momencie wiesz już wszystko. Uczysz się ciągle i to pamiętaj.

Nie pytaj siebie ile już umiem, ale pytaj ile muszę się jeszcze nauczyć.

Kiedy ekspert jest ekspertem?

Jest taka idiotyczna moda na kreowanie się jako ekspert. Pisanie, komentowanie, pokazywanie się jako (niezależny) ekspert. Nie wiem, czy ktoś taki istnieje, ale to nie ważne. Jestem za tym, aby być ekspertem, a nie kreować swój wizerunek w ten sposób. Czytanie, pisanie, udzielanie się – ok, ale normalnie, bez jakiejś sztucznej relacji z konferencji, albo publicznego głosowania, na której konfie wystąpić. Bez przesady. Podstawowym celem każdego e-marketera powinno być wyrobienie sobie opinii uczciwego fachowca, ale nie sztucznie.

Dlaczego poruszam ten wątek? Dlatego, że początkujący marketer naczyta się o kreowaniu wizerunku na LinkedIn, to z dnia na dzień, jest “z wieloletnim stażem”. Ludzie, to naprawdę nie jest wstyd powiedzieć, znam się na, np. Facebooku’u, ale nie mam pojęcia o snapchacie.

Wyrabiajmy sobie markę (nazwisko), ale bez sztucznej pompy.

Podsumowując

Nie wiem czy napisałem coś co zmieni czyjeś życie. Mi, nawet w tak archaiczny sposób nikt o wielu rzeczach nie powiedział, a i ja sam na pewno nie wszystko powiedziałem. Ale nie o to chodzi, by podkopać branżunię… Chodzi o to, że e-manager to zawód naprawdę świetny. Ze świeżą głową, pomysłami, można zrobić i zdziałać naprawdę dużo. Jest to okupione ciężką pracą, ale co nie jest…?

Jeśli będę mógł jakoś pomóc, doradzić – piszcie, dzwońcie.

9 Udostępnień